Genzebe Dibaba: Chciałam być taka jak siostry

Jedna z trzech utytułowanych sióstr Dibaba – wicemistrzyni olimpijska Genzebe, opowiada Przeglądowi Sportowemu o sportowych początkach, rodzinie i tajemnicy swojego sukcesu.

Joanna Rudnik, Ryszard Opiatowski: Co takiego niezwykłego jest w rodzinie Dibaba, że aż trzy siostry – pani, Tirunesh i Ejageyehu , są medalistkami olimpijskimi?
Genzebe Dibaba: Wszystkie ciężko pracowałyśmy na swoje osiągnięcia. Sport jest dla nas najważniejszy. Ot, cała tajemnica naszego sukcesu. Nic innego się za tym nie kryje, nie ma tu drugiego dna.

Może to dobre geny? Pani rodzice także uprawiali bieganie?
Genzebe Dibaba: Nie. Sportową tradycję rozpoczęły moje starsze siostry. To one, a właściwie ich sukcesy, zachęciły mnie do sportu. Włożyłam w treningi mnóstwo pracy – właśnie po to, by pójść w ich ślady. Nie wiem nawet, czym mogłabym się zajmować, gdyby nie lekkoatletyka. Biegałam od małego i... tak już zostało.

Czy poza dwiema starszymi siostrami biegi w pani rodzinie uprawia ktoś jeszcze?
Genzebe Dibaba: Biegają jeszcze brat Dejene i siostra Anna. O ile Dejene nie ma większych szans na profesjonalną karierę, biega bardziej amatorsko, to 21-letnia Anna wręcz przeciwnie. Na razie jednak za wcześnie na sukcesy. Anna trenuje dopiero od roku, wcześniej skupiała się na nauce. Niemniej ma jeszcze czas. Kibicuję jej, aby zdobyła medal olimpijski w Tokio w 2020 roku.

Dystans 1500 metrów jest pani docelowym czy wzorem starszych sióstr, planuje go pani przedłużać?
Genzebe Dibaba: Siostry rzeczywiście biegały głównie pięć i dziesięć kilometrów, ale ja na razie preferuję krótsze dystanse. Oczywiście zdarza mi się próbować swoich sił na 5000 m, lecz na razie bardziej treningowo. Kto wie – może w przyszłości poświęcę na ten dystans więcej czasu. Podobnie może być też z dystansem dwukrotnie dłuższym. Kiedyś biegałam przełaje, ale przestałam, odkąd zaczął mnie po nich boleć brzuch.

Wysokość, na jakiej pani zwykle trenuje, daje pani przewagę nad rywalkami spoza Afryki?
Genzebe Dibaba: Na pewno. Trenuję na wysokości od 2000 do 2700 m. n.p.m. To wymagające warunki, w rozrzedzonym powietrzu, dlatego po zejściu z wysokości jest nam potem łatwiej. Dla nas jednak typowo górskie ukształtowanie terenu jest zupełnie naturalne. Ale już Europejczykom, którzy do nas przyjeżdżają na obozy, jest pod tym względem znacznie trudniej. Addis Abeba, gdzie mieszkam, położona jest na wysokości 2400 m n.p.m., więc nawet nie muszę wyjeżdżać na dalekie zgrupowania, bo mam świetne warunki u siebie.

Podobno trenuje pani głównie z mężczyznami? Dlaczego?
Genzebe Dibaba: Powód jest prozaiczny. Oni po prostu biegają szybciej od kobiet i łatwiej mi z nimi trenować. To przynajmniej jakieś wyzwanie. Muszę dawać z siebie wszystko, by móc ich dogonić.

Wspomaga się pani jakąś specjalną dietą?
Genzebe Dibaba: Nie, jem głównie ryż i makaron, a także nasze narodowe danie, czyli indżerę. To rodzaj chleba z naszego zboża (teff – przyp. red.).

Często startuje pani w Europie. Europejska kuchnia też pani smakuje?
Genzebe Dibaba: Tak, a najbardziej kurczaki i makarony. Nie jem za to mięsa wieprzowego, dlatego w Polsce nie mogłam spróbować waszej kiełbasy. Za to w Toruniu spotkała mnie słodka niespodzianka.

W dniu przylotu na Copernicus Cup dostałam tort z okazji urodzin. Był bardzo smaczny. Szkoda, że nie mogłam wziąć go ze sobą do Etiopii. Nie przetrwałby podróży.

Sport jest w Etiopii najlepszą metodą, by wyrwać się do wielkiego świata?
Genzebe Dibaba: Tak, młodzi ludzie mogą w ten sposób zmienić swoje życie. Ciągnie ich głównie do lekkoatletyki. Piłka nożna znajduje się u nas na słabym poziomie i nie jest popularna, choć ja sama od czasu do czasu oglądam mecze. Niemniej to lekkoatleci częściej wygrywają plebiscyty na najlepszych sportowców. Ja triumfowałam w roku 2015.

Jest pani postrzegana w swoim kraju jako gwiazda?
Genzebe Dibaba: Tak, ludzie na każdym kroku mnie zaczepiają, chcą robić ze mną zdjęcia, dlatego nie ma mowy o spokojnym spacerze. Zdecydowanie częściej musze wybierać jazdę samochodem. Ale to normalne - biegacze są w naszym kraju bardzo rozpoznawalni.

Dostała pani kiedykolwiek propozycję startowania dla innego kraju?
Genzebe Dibaba: Nie. A nawet gdyby – na pewno bym z niej nie skorzystała. Jestem patriotką i czuję dumę, mogąc reprezentować Etiopię. Kraj zmieniają zwykle ci, którzy nie są w stanie przebić się we własnej reprezentacji. Ja z tym kłopotów na szczęście nie mam.

Była pani w szoku, gdy u trenera Jamy Adena, z którym pani pracuje, znaleziono niedozwolone EPO?
Genzebe Dibaba: Nie podoba mi się nagonka na niego. Na razie niczego mu nie udowodniono. Tym bardziej więc nie chciałabym, żeby łączono mnie z tą sprawą. Ja tylko robię swoje – biegam.

 

Źródło: PrzegladSportowy.pl